W 2021 r. Kopalnia Węgla Brunatnego Turów oraz czeska wioska Uhelna znalazły się na czołówkach gazet i portali informacyjnych w całej Europie.

Po raz pierwszy w historii jedno z państw członkowskich Unii Europejskiej pozwało inne przed Trybunał Sprawiedliwości UE z powodów związanych ze środowiskiem i ekologią. Czechy stały na stanowisku, że działalność polskiej kopalni odkrywkowej zabiera wodę mieszkańcom przygranicznych terenów. Polska się z tym nie zgadzała. Gdy TSUE wydał nakaz przerwania wydobycia, rząd w Warszawie odmówił jego wykonania. Kopalnia działała nadal, a rząd wolał zapłacić z tego tytułu wielomilionowe kary, podnosząc, że nie może pozbawić mieszkańców przygranicznego rejonu jedynego wielkiego pracodawcy. Faktycznie bowiem lokalna gospodarka regionu zgorzeleckiego oparta jest niemal w całości na kopalni Turów i zaopatrywanej przez nią elektrowni o tej samej nazwie.


    Polska i Czechy w lutym 2022 r. podpisały porozumienie w sprawie Turowa. Ponad rok po jego zawarciu rządy w Warszawie i w Pradze zdają się być z niego naprawdę zadowolone. - Z 90 punktów porozumienia ws. kopalni Turów 20 już zostało spełnionych – powiedziała w czerwcu 2022 r. czeska minister środowiska Anna Hubáčková. Jej polska odpowiedniczka Anna Moskwa wielokrotnie podkreślała, że kolejne zadania wyznaczone w porozumieniu są realizowane zgodnie z planem, a nawet szybciej.


    Pojechaliśmy do przygranicznego czeskiego Kraju Libereckiego i do polskiej Bogatyni, miasta, które wyrosło przy kopalni. Aby zrozumieć historię sporu i znaczenie kopalni Turów dla regionu, sięgnęliśmy do materiałów archiwalnych. Chcieliśmy sprawdzić, jak głośny konflikt wpłynął na dwie sąsiedzkie społeczności, zobaczyć praktyczne efekty porozumienia, a także zastanowić się nad przyszłością.

Porozumienie przewiduje wszak polsko-czeską współpracę i w sprawach ochrony środowiska, i w kwestii sprawiedliwej transformacji wzajemnie powiązanych ze sobą regionów. W 2021 r. kopalnia  nie została zamknięta, ale węgla pozostało w złożu na mniej niż 30 lat. Kwestia przyszłości regionu, który dotąd żyje dzięki kopalni i elektrowni, za chwilę znowu stanie się paląca. W tym samym czasie od czeskich ekologów płyną sygnały, że porozumienie z Polską nie rozwiązało problemu: poziom wody nadal opada.  

 
    W trakcie prac nad tym reportażem sprawa Turowa nabierała kolejnych wymiarów. Powracała w polskiej kampanii wyborczej, w postępowaniach sądów administracyjnych, swoją skargę w sprawie kopalni złożyła niemiecka Żytawa. Również teraz, kiedy przedstawiamy wyniki naszej pracy, zdajemy sobie sprawę, że wiele się jeszcze wokół Turowa wydarzy. Możemy tylko życzyć mieszkańcom polskiego powiatu zgorzeleckiego i czeskiego kraju libereckiego, by finał tych przemian – które nieuchronnie nadejdą – był szczęśliwy. Sprawiedliwa i zielona transformacja regionów przemysłowych, w duchu szacunku dla pracujących ludzi i dbałości o środowisko, jest obecnie jednym z największych wyzwań i dla Turowa, i dla całej Europy.


    Kwestia zielonej transformacji rodzi również szereg pytań, na które staraliśmy się odpowiedzieć w naszej pracy – na tyle, na ile było to możliwe.

Pojęcie sprawiedliwej transformacji tym bardziej wywołuje w czeskim i polskim społeczeństwie szereg pytań i wątpliwości. Oba kraje wciąż żyją w cieniu pamięci o transformacji lat 90., która sprawiedliwą bynajmniej nie była.

Przypadek Turowa jest dowodem na to, że tamte traumy i złe doświadczenia wpływają na teraźniejszość i sposób, w jaki wielu postrzega obecne zmiany. Nie jest łatwo uwierzyć w możliwość sprawiedliwej transformacji, kiedy pamięta się poprzednią, również „nieuniknioną” transformację, która bynajmniej sprawiedliwą i zrównoważoną nie była.


    Dziedzictwo poprzedniej transformacji jest nie tylko mentalne. Nie można ignorować faktu, że transformacja gospodarcza lat 90. silnie wpływa na zakres narzędzi i opcji, jakimi dysponują nasze kraje, przystępując do transformacji zielonej. Ani Polska, ani Czechy nie miałyby obecnej pozycji w gospodarce europejskiej i światowej, w szczególności w dziedzinie energetyki, gdybyśmy nie mieli relatywnej przewagi w postaci dostępu do taniej i niezbyt przyjaznej dla środowiska energii, a także taniej siły roboczej.


    Nasz reportaż jest wynikiem wspólnej pracy autorów polskich i czeskich. Transgraniczny charakter historii Turowa postawił przed nami szczególne wymagania.

Zmuszał nas do wychodzenia z narodowych skorup i prób patrzenia na Turów nie tylko z punktu widzenia "czeskim" czy "polskiego", ale w znacznie większej i bardziej kolorowej mozaice kontekstów.  Nie tylko dzieliliśmy się zadaniami, ale też wspólnie planowaliśmy, dokąd jeszcze się udać i jakie zadawać pytania, na bieżąco relacjonowaliśmy sobie przebieg prac, informowaliśmy się o nowych odkryciach i o wnioskach, jakie nam się nasuwały. Dyskutowaliśmy, a nie tylko spisywaliśmy protokół rozbieżności. Jesteśmy przekonani, że taki dialog i współpraca – na rzecz mieszkańców obu stron granicy – jest możliwy również na szerszą skalę. Wszyscy chcemy żyć w godnych warunkach, w czystym środowisku, mając stabilną i dobrze płatną pracę.

Czy będziemy w stanie wspólnie o to zawalczyć?

***


    Zanim o Kopalni Węgla Brunatnego Turów nie zrobiło się głośno w całej Europie, znaczna część Polaków nie umiałaby pokazać jej na mapie. Worek Turoszowski, Bogatynia, Trójstyk to nie tylko geograficzne obrzeża Polski, ale i marginesy świadomości. W potocznej wyobraźni węgiel kojarzy się z Górnym Śląskiem. Uczyliśmy się w szkole o węglu brunatnym, ale ilu z nas zdawało sobie sprawę, że u zbiegu polskiej, czeskiej i niemieckiej granicy istnieje region, którego dobrobyt jest niemal w całości od niego uzależniony?    


    W latach 2022-2023 r. Kopalnia Węgla Brunatnego „Turów” oraz elektrownia o tej samej nazwie są na ustach najważniejszych polskich polityków. Dla jednych są symbolem energetycznej suwerenności kraju, dowodem na to, że Polska może w oparciu o własne zasoby samodzielnie kształtować swoją politykę gospodarczą, a także, że pod rządami konserwatywnej prawicy stała się państwem asertywnym i skutecznie broniącym swojej racji stanu. Inni, raczej ci głosujący na liberalną opozycję, widzą w turowskim kombinacie symbol dewastowania środowiska i bezsensownego (a przy tym kosztownego) wchodzenia w konflikty tak z Unią Europejską, jak z sąsiadami. Doszło już właściwie do tego, że gdy poznamy zdanie rozmówcy w sprawie Turowa, będziemy z dużą dozą prawdopodobieństwa wiedzieć, jakie ma zdanie także w innych sprawach dzielących polską opinię publiczną i na kogo głosuje.


    Konflikt o Turów nazywany był w mediach konfliktem polsko-czeskim. Owszem, to Czechy wniosły przeciwko Polsce skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zarzucając kopalni niszczenie środowiska, doprowadzanie do zaniku wód gruntowych, hałas i zapylenie przygranicznych terenów. Ale stawianie sprawy w kategoriach narodowych jest złudne: ani – jak już wskazano wyżej - Polacy, ani Czesi nie są w sprawie kopalni i węgla jednomyślni.

Tym bardziej straciło sens, odkąd wiosną 2023 r. pozew sądowy w sprawie odkrywki złożyło również niemieckie miasto Żytawa. Sprawa Turowa to raczej splot problemów o charakterze społecznym i ekonomicznym: jak pogodzić działalność przemysłową, która działa na rzecz realnych potrzeb społecznych, z interesem środowiska, którego ochrona w dobrym stanie również leży w interesie nas wszystkich? Czy region, który przez dekady był związany z jednym wielkim zakładem, za jego sprawą się zmieniał i za jego sprawą zyskiwał nowych mieszkańców, może z powodzeniem przejść kolejną, fundamentalną transformację? Jak wiele trzeba zrobić, by koszty tej transformacji nie spadły na zwykłych ludzi?

    Czy można o Turowie rozmawiać, planując konkretne zmiany z uwzględnieniem interesu mieszkańców, a nie tylko przerzucając się hasłami o obronie narodowej suwerenności?

    Mówią eksperci od energetyki, a także przedstawiciele polskiej Państwowej Grupy Energetycznej: kopalnia i elektrownia Turów odpowiadają za 5-7 proc. produkcji energii w Polsce, dostarczają prąd do 3,3 mln odbiorców, zapewniają ciepło mieszkańcom Bogatyni. W powiecie zgorzeleckim, gdzie funkcjonują, trudno wyobrazić sobie wydarzenie kulturalne czy sportowe bez wsparcia państwowej spółki PGE, do której kopalnia należy. Są w regionie największymi pracodawcami i największymi płatnikami podatków.

    Przedstawiciele PGE, związków zawodowych i część samorządowców – część, bo tu już sprawa nie jest oczywsta - dodają: należy pozwolić im funkcjonować tak długo, aż nie wyczerpią się złoża węgla, a potem zadbać o sprawiedliwą transformację regionu, zapewnienie nowych miejsc pracy, niedopuszczenie do społecznej zapaści.

    Mówią ekolodzy, którzy poszli do sądu w sprawie koncesji na wydobycie dla Turowa: odkładanie zamknięcia kopalni to zmuszanie mieszkańców do życia w zawieszeniu. Gdyby polski rząd nie upierał się przy węglu, uzyskałby fundusze na sprawiedliwą transformację z Unii Europejskiej. Forsuje rozwiązanie, które nie ma przyszłości, a przecież są inne możliwości, zielona energetyka również mogłaby generować i energię, i miejsca pracy.

    Mówią przedstawiciele, specjaliści od energii odnawialnej: rezygnacja z wydobycia węgla nie zamyka przed Turowem szans rozwoju. Region może rozwijać OZE, a dół dawnej odkrywki przekształcić w elektrownię szczytowo-pompową.

    Mówią zwykli mieszkańcy Bogatyni, którzy zgodzili się rozmawiać z nami o przyszłości swojego miasta: jeśli nie będzie kopalni, to nie będzie tutaj już nic.


    Kampania wyborcza nie sprzyja uspokojeniu emocji, merytorycznej rozmowie, uzgodnieniu wizji i podejmowaniu decyzji o długofalowych konsekwencjach. Kwestia przyszłości kopalni Turów była już przedmiotem upolitycznionej, a nie merytorycznej debaty przed podpisaniem porozumienia z Czechami. W kampanii wyborczej 2023 r. stała się jednym z wielkich tematów rządzącej partii – Prawa i Sprawiedliwości. Pod koniec czerwca PiS demonstracyjnie przeniósł swoją konwencję do Bogatyni. U stóp kompleksu elektrowni premier Mateusz Morawiecki obiecywał, że nie pozwoli zamknąć kombinatu.

Kiedy wypowiadał te słowa, w sądzie administracyjnym leżała już skarga Greenpeace, stowarzyszenia Eko-Unia, fundacji Frank Bold i niemieckiej Żytawy dotycząca decyzji środowiskowej, na podstawie której kopalnia Turów otrzymała koncesję ważną do r. 2044. Morawiecki i inni członkowie jego rządu otwarcie rzucili wyzwanie sądowi, wielokrotnie oznajmiając, że żaden wyrok nie doprowadzi do faktycznego zamknięcia kopalni.

    W dobie transformacji gospodarczej lat 90. w całej Polsce, czasem z dnia na dzień, zamykały się zakłady uznane za nierentowne i zbędne. Jeśli byli to najwięksi pracodawcy w danej miejscowości, mieszkańcy zostawali na lodzie. W teorii mieli zaadaptować się do kapitalistycznej gospodarki i wykazać przedsiębiorczością. W praktyce nazwy takie jak Wałbrzych, gdzie w ekspresowym tempie likwidowano kopalnie węgla, stały się synonimami zapaści: masowego bezrobocia, degradacji infrastruktury, osuwania się całych społeczności w biedę.

    Zarówno przedstawiciele polskiego rządu, jak i samorządowcy oraz zarząd państwowej Polskiej Grupy Energetycznej, do której Turów należy, zapewniają, że do  takiej katastrofy nie dopuszczą. Czy można im wierzyć? Zdania wśród Polaków – także wśród mieszkańców Bogatyni – są podzielone. Pewne jest jedno: czasu nie zostało wiele. Plan przekształcania lokalnej gospodarki i gotowość do jego wdrażania są  potrzebne już teraz.

    Worek Turoszowski przechodził transformację społeczną nie raz. Wtedy, kiedy powstawała tam pierwsza kopalnia i w rolniczym zakątku Saksonii pojawił się wielki przemysł. Wtedy, kiedy wytyczono nowe granice, a Polska, budując nową elektrownię uczyniła z Turowa jeden z kluczowym punktów na energetycznej mapie – za cenę tutejszego krajobrazu i środowiska. Wtedy, kiedy dzięki modernizacji te gigantyczne straty środowiskowe udało się ograniczyć.

    Czy kolejna transformacja, w centrum której byliby miejscowi ludzie, również mogłaby się powieść?

(cdn.)

Współpraca: Czesław Kulesza, Piotr Lewandowski, Iwona Lewandowska.

Ten reportaż powstał dzięki wsparciu JournalismFund. Journalismfund.eu w ramach swojej pomocy finansowej nie ingeruje w prace dziennikarzy, a gwarantuje im niezależność podczas pracy.